Wraz z macierzyństwem wkracza bowiem w nasze życie konieczność oswojenia się z niepewnością. Nawet jeśli do tej pory wydawało się nam, że mamy wszystko pod kontrolą, nagle możemy mieć wrażenie, że nie poznajemy same siebie. Doświadczamy natrętnych myśli, które nas przerażają, niepokoju, który zdaje się nie mieć końca, czy wybuchów wściekłości, które wcześniej nam się nie zdarzały.
Dochodząca do tego deprywacja snu, poczucie utraty autonomii („zniknęłam”, „już mnie nie ma”), żałoba po dotychczasowym życiu, a niejednokrotnie brak realnego wsparcia w otoczeniu sprawiają, że czujemy się przebodźcowane i osamotnione.
Istnieje mądre powiedzenie, że do wychowania dziecka potrzeba całej wioski. Jednak dzisiejsza kultura stawia na indywidualizm. Nie ma już domów wielopokoleniowych, w których mama mogła odetchnąć, gdy inni członkowie rodziny przejmowali opiekę nad maluchem. Do tego zdjęcia idealnie wysprzątanych domów i uśmiechniętych mam w social mediach, szybko wracających do formy po porodzie, mogą nakręcać wewnętrzną presję, że coś jest z nami nie tak, skoro u nas to tak nie wygląda.
Możemy doświadczać nieprzemijającego smutku, poczucia pustki oraz wstydu, że nie czujemy tego, co – jak nam się wydaje – powinnyśmy czuć. Część tego cierpienia wynika z przekonania, że tylko my tak mamy. To nieprawda.
U części kobiet rozwija się depresja poporodowa. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że bywa ona diagnozowana zbyt pochopnie, bez uważności i wzięcia pod uwagę ogromnego, biologicznego i emocjonalnego wpływu połogu na stan nowonarodzonej mamy. Taka diagnoza może dodatkowo napędzać destrukcyjny schemat myślenia: „coś jest ze mną nie tak”.
Wchodzimy w tę nową rolę z konkretnym wyobrażeniem. Rzeczywistość często weryfikuje te oczekiwania. Czasami nawet bardzo długo wyczekiwane macierzyństwo przynosi smutek, lęk, żal i dezorientację. Wielu rodziców w ciszy własnych myśli pyta:
„Dlaczego to jest o wiele trudniejsze, niż sobie wyobrażałam?”
„Dlaczego cały czas czuję się tak poddenerwowana?”
„Dlaczego mam wrażenie, że ponoszę porażkę?” (lub wprost: „Dlaczego czuję się jak porażka?”)
Dla kobiet, które do tej pory doskonale radziły sobie w życiu, lubiły kontrolę, odnosiły sukcesy, a zwłaszcza dla tych, którym bliski jest perfekcjonizm, rodzicielstwo bywa ogromnym wyzwaniem destabilizującym dotychczasowy obraz siebie. Nie da się całkowicie skontrolować swojego ciała w ciąży, a poród to doświadczenie, w którym kontrolę trzeba puścić na rzecz instynktu. Sen, karmienie, rozwój i zdrowie niemowlaka oraz całodobowa opieka nad drugim człowiekiem brutalnie urealniają nas w zakresie naszych ograniczeń.
Wielu rodziców poświęca ogromną ilość energii, by znaleźć jedyne właściwe odpowiedzi i zyskać pewność tam, gdzie tej pewności po prostu mieć nie można.
Mama pełni funkcję emocjonalnego regulatora dla dziecka. Jeśli jej własna bateria jest wyczerpana, potrzebuje najpierw zregenerować zasoby i wyregulować swój układ nerwowy. Potrzebuje czasu na naukę nowych umiejętności oraz spojrzenia na swoje codzienne zmagania z troską i samowspółczuciem.
Jeśli jesteś obecnie na tym etapie życia i czujesz, że potrzebujesz emocjonalnej maski tlenowej – sięgnij po wsparcie przyjaciół, sąsiadów czy znajomych. Dobrym rozwiązaniem jest także skorzystanie ze wsparcia specjalistycznego. Psychoterapia może pomóc Ci wypracować bardziej adaptacyjne przekonania na swój temat, zmienić relację z trudnymi myślami i uczuciami oraz zbudować zdrowe nawyki. W bezpiecznej przestrzeni gabinetu możesz na nowo wrócić do siebie.
Jeśli ten post rezonuje z Tobą, zapraszam do kontaktu. Wierzę, że łącząc wiedzę i doświadczenie, jestem w stanie Ci pomóc.







